|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Fantastyczna dziesiątka
Zostałam poproszona o przygotowanie listy 10 powieści fantastycznych, które chętnie przeczytają ludzie z klubu książki, niekoniecznie interesujący się fantastyką, ale za to namiętnie czytający wszystko inne. Chciałabym, żeby ta lista była reprezentatywna nie tylko w sensie ważności tekstów i autorów, ale także - reprezentowania najważniejszych form i podgatunków fantastyki. Aha, zakładam, że na liście nie musi już, po Jacksonie, znajdować się Władca pierścieni. Oto moje pierwsze propozycje; kolejność przypadkowa:
1. Frank Herbert, Diuna: bo i klasyka fantastyki, i przy okazji całkiem poważna książka, dotykająca takich problemów jak ekologia, władza i problem przeznaczenia. 2. Stanisław Lem, Dzienniki gwiazdowe: bo i klasyka (wiem, nudna jestem), ale także i błyskotliwa kontynuacja tradycji powiastki filozoficznej. 3. Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku: bo i klasyka (jak wyżej), ale przy okazji dobry przykład historii alternatywnej i próbka, z czym się ten podgatunek je. Alternatywnie, jakby ktoś nie mógł strawić prozy Dicka, proponuję nowiutki Związek żydowskich policjantów Michaela Chabona, też wynagradzany czym się dało. 4. Ray Bradbury, Kroniki marsjańskie: klasyka. A poza tym najbardziej typowy przykład poetyckiej prozy w fantastyce. I de facto powieść zrobiona z kolekcji opowiadań, też coś niezwykle typowego dla gatunku. 5. Susanna Clarke, Jonathan Strange i pan Norrell: trochę mniej klasyka, bo stosunkowo nowe (choć wynagradzane ile się dało), ale za to dobry przykład modnego od kilkunastu lat zjawiska: szukania dla fantastyki innym modeli niż, powiedzmy, Tolkien z jednej, a Verne/Wells z drugiej strony. Tu w tej roli Jane Austen i Charles Dickens. Alternatywnie: Jasper Fforde, Porwanie Jane E., też pastisz, acz bardziej alternatywny w stosunku do klasycznych pierwowzorów lub Nie licząc psa Connie Willis (bliżej SF, co prawda) 6. Neil Gaiman, Gwiezdny pył, bo jest nam potrzebny przynajmniej jeden przykład baśniowej fantasy bez sequeli, w jednym tomie, a takiej jest wbrew pozorom niewiele; wahałam się między Nigdziebądź a Ostatnim jednorożcem Petera S. Beagle, Gaiman w końcu wydał mi się, w swojej pastiszowości, ciekawszy. 7. Ursula K. le Guin, Lewa ręka ciemności: bo, dla odmiany, klasyka. Poza tym - doskonały przykład ambitnej, a przy tym dość klasycznej i tradycyjnej science fiction. 8. Jacek Dukaj, w końcu chyba Inne pieśni: bo po pierwsze, niewielu mamy takich pisarzy w tym kraju, po drugie, wynagradzana ile się dało, po trzecie wreszcie - bo to jest dobry przykład nie-mainstreamowej fantasy z pogranicza gatunków i eksperymentalnych tendencji w fantastyce. 9. A. i B. Strugaccy, Piknik na skraju drogi: klaaasyka. I dobry przykład nie-polskiej, nie-anglosaskiej science fiction. Ekranizowane przez mistrzów ambitnego kina, a zarazem - będące podstawą jednego z największych bestsellerów rynku gier komputerowych. 10. Wybór opowiadań SF i fantasy Daniel Keyes, "Kwiaty dla Algernona" Jeden absolutnie klasyczny tekst, którego znaczenie, dzięki adaptacjom filmowym i teatralnym, wykracza poza fantastykę (Keyes). Sapkowski i Gaiman - dwa oblicza jednego z ulubionych motywów fantasy, czyli retellingów baśni (najlepiej zestawić "Szkło..." Gaimana i "Mniejsze zło", bo to ta sama historia), plus na liście powinien być jakiś Sapkowski, a Saga się nie nadaje ze względu na rozmiar. I dwa teksty "teologiczne": tradycyjny, klasyczny, oparty na koncepcie tekst Clarke'a i paradoksalny, przewrotny (i nagrodzony czym się tylko da) współczesny moralitet Chianga. piątek, 26 czerwca 2009, ninedin
Komentarze
nameste
2009/06/26 22:13:45
Wymieniłbym Dzienniki na Cyberiadę, podoba mi się lista rezerwowa z pkt 5 (bo znam ;), przy Bradburym trochę wzdycham, przy Dukaju (jeszcze) nie wiem, pkt 10 albo za chudy, albo za gruby (znaczy, za chudy na "kanon", za gruby "na same abs. mistrzostwo" -- nie lubię Algernoona), ale, generalnie, świetna lista.
2009/06/27 14:02:41
OK. Wymieniamy Dzienniki na Cyberiadę - jakimś cudem mi nie przyszła do głowy, a to świetny pomysł.
I chociaż ja osobiście Algernona lubię, to się z niego wytłumaczę: wybrałam akurat ten tekst, bo był kilkakrotnie adaptowany dla kina (raz nawet Oscarowo) i dla teatru (w tym w Polsce), jest więc nie aż tak częstym przykładem tekstu SF, który bardzo zdecydowanie wychodzi poza ograniczenia swojego getta i wchodzi w szeroki obieg. 2009/06/27 14:11:28
To ja się wytłumaczę z nielubienia Algernoona (którego powody są może tożsame z jego mejnstrimową popularnością): bo w samej konstrukcji jest nieznośnie sentymentalny/czułostkowy. BTW, gdyby taki przyrost "mocy umysłowej" zaaplikować przeciętnemu sapiensowi, po odwróceniu procesu, czyli przywróceniu stany sprzed, byłby jakże nieznośny dla oszołomionych znajomych/bliskich itp. (Z supermocą pewnie tym bardziej ;) bylby nieznośny.)
Dwa PSy. PS(1) nie wyraziłem głebokiego zadowolenia z właśnie takiego wyboru książki Le Guin. The best. PS(2) Zachwycam się właśnie [u siebie na blogu] Chabonem :) 2009/07/01 00:02:37
No, przyznam się, że to moje doświadczenie z Klubami Książki (czy jakkolwiek się to nazywa), a konkretnie prowadzeniem warsztatów dla moderatorów tychże, stoi za tym wyzwaniem, a przyznaję się tak nieskromnie tylko dlatego, żeby wyznać, że moją osobistą pierwszą propozycją (panie z klubów zapytały, co warto) były - oprócz "Innych pieśni" Dukaja - właśnie "Dzienniki gwiazdowe". I ja tam bym nie wymieniała. Mniej hermetyczne, tak mi się wydaje, bardziej różnorodne, na pierwszy kontakt moim skromnym zdaniem lepsze. A tak poza tym to nie wiem, czy jest sens, żebym też układała listę, bo właściwie nic dodać, nic ująć. Ale jeszcze się zastanowię. Bo może jednak coś mi do głowy przyjdzie. Chociażby mój ukochany "Poniedziałek zaczyna się w sobotę".
|